Saturday, July 10, 2010

farmer

Ponownie powrociwszy do Libii, mam przyjemnosc przebywac w Al-Azizija, miescie uznawanym za najbardziej gorace na swiecie (kurva strasznie goraco, naprawde). Niewiele tu sie dzieje a jeszcze mniej jest okazji do robienia zdjec, ostatnio jednak mialem mozliwosc zrobic portret wlasciciela farmy oraz jego wnuczki. Na tyle mnie polubil, ze gdy tylko bede mial ochote przebywac w jego domu, jesc u niego obiad (przygotowany specjalnie dla mnie bezmiesny) jestem mile widziany. hehe mile widziany - ja ;)




ps.zaczalem robic zdjecia za obiady ;)
ps 2. z nudow znalazlem cos starego sprzed roku, tuarega spotkanego na drodze na pustynie








Saturday, June 12, 2010

koparkowo

Czas szoku kulturowego po "wypoczynku" w Indiach minął, czasu na spędzenie miłych chwil w Polsce także jakby już coraz mniej. Decyzja. Ostatnia sesja przed wyjazdem do Libii, raczej spontaniczna, wszystko przygotowane na sam koniec pobytu, ale chyba było warto... Dużo śmiechu, zabawy i wygłupów i oby jak najszybciej do kolejnej sesji na ziemi polskiej bądź też amerykańskiej... ;) Mam taką nadzieję, że odbiór będzie raczej pozytywny ;)
Modelowała Małgorzata Firek, dla której wielkie dzięki za wszystko.















Tuesday, June 1, 2010

- / +

Czas na krótkie podsumowanie i kilka dodatkowych zdjęć. Od samego początku podróży jako podsumowanie miały być wypisane minusy (cały czas sie z tego śmialiśmy i skrzętnie je wyłapywaliśmy), które były zbierane od pierwszego dnia. Upał, bród, zapach kadzideł wymieszany z odchodami, natarczywość hindusów, choroby z jakimi przyszło nam się zmagać to wszystko decydowało na niekorzyśc Indii. Wszystko to jednak zmieniło się jak za dotknięciem różdżki gdy dotarliśmy w góry. Miałem juz nigdy nie wrócić do tego miejsca, jednak z perspektywy tygodnia w cywilizowanym kraju juz planuję, kiedy następny raz będę mógł tam powrócić. Indie to miejsce specyficzne, im bardziej zwracasz uwagę na niedoskonałości tym bardziej nienawidzisz tego miejsca. Kraj który conajmnije raz należy zobaczyć w swoim życiu, zastanowić się nad skrajnym ubostwem, wykorzystywaniem małoletnich, niesprawiedliwym i poniżającym systemem kastowym i porównać to z tym wszystkim co nas spotyka w naszym bezpiecznym życiu...

(w celu powiekszenia zdjecia kliknij w nie)














Saturday, May 15, 2010

Manali


Manali. Himalaje. Dawna osada Hipisow. Wszystko nadal sie zgadza, tyle ze hipisow jakby mniej co i mnie cieszy ;) Zostala po nich marihuana, ktora rosnie tutaj na kazdym kroku, w sadach, gorach, przy ulicach...
Ja zaczne nazywac Manali drugim Tel Awiwem, spotykam tutaj duzo spolecznosci zydowskiej, wiekszosc przyjezdza do Manali jak i do calych Indii po ukonczeniu obowiazkowej dla mezczyzn 3 letniej, kobiet 2 letniej sluzby wojskowej. Ja wracam do Polski z cennym bagazem nowych przyjazni zydowskich. W Manali zreszta jak i w Mc Leod Ganj zostajemy na na kilka dni, w koncu to Himalaje i czas dlugiego relaxu po wszystkich meczacych przygodach w Indiach. Widok z okna o poranku na - gory, widok z okna toalety - gory ;), widok z tarasu restauracji - gory. Jeszcze tylko widok na Himalaje z lotu ptaka i wypozyczenie paralotni..

Przed nami juz tylko powrot do smietniska zwanego New Dhali i wylot do Londynu.

(w celu powiekszenia zdjecia kliknij w nie)





















McLeod Ganj

W koncu tak dlugo oczekiwane Himalaje, w dodatku miejsce tak specyficzne, do ktorego docieramy dzieki sfinansowaniu drogi przez Richarda Gere, ktory wspolfinansuje tybetanczykow w ich dordze do wolnosci. Mc Leod Ganj jest siedziba rzadu Tybetanskiego na uchodzctwie oraz tutaj znajduje sie oficjalna rezydencja Dalaj Lamy. Tysiace uchodzcow wybralo to miejsce w Himalajach na swoj tymczasowy dom porzucajac wszystko, dla setek dzieci stworzono Tybetanska wioske dziecieca z systemem szkol od przedszkola do gimnazjum. Widzac to wszystko, poznajac tybetanczykow, wysluchujac historii nalezy uczynic wszystko by zaprzestano okupacji chinskiej na terytorium Tybetu.


Wykonujac portret usmiechnietego dziadka, podchodze do niego pokazujac mu swoje prace z oczywistym stwierdzeniem, ze jest z Tybetu, dostaje odpowiedz, ze "Tybetu nie ma sa Chiny". przez usta zdolalo mi sie przecisnac "Kiedys beda." tak trwalismy chwile nie wykonujac zadnych mimicznych ruchow.
Stop Zabijaniu W Tybecie!..

  (w celu powiekszenia zdjecia kliknij w nie)